Wczoraj jechałem tramwajem, kiedy nagle poczułem charakterystyczny swąd mieszaniny potu, spirytusu i niewypranych skarpetek. Obróciłem się, by ujrzeć typowy obrazek - jakiś starszy rozczochrany dziadek chodził i pytał ludzi czy nie mają może 50 groszy na zbyciu. Nie lubię takich ludzi i nigdy im nic nie daję, toteż gdy doszedł do mnie, odmówiłem.
Potem jednak przypatrzyłem się mu. Był inny. Prosił z wyraźną niechęcią, jakby czuł się fatalnie żebrząc. Nie był też bardzo natarczywy. Bił od niego smutek i beznadzieja. Właśnie wtedy przeszyła mnie myśl, że przecież raz na tydzień potrafię wydać kilkadziesiąt złotych na jakąś alkoholową hedonistyczną libację, a tutaj za marnotrawstwo uważam dać żulowi złotówkę, nawet gdyby miał wydać ją na tanie wino.
Głupio mi się zrobiło i wysiadając przeszedłem cały wagon, by wręczyć mu dziesięciozłotowy banknot. Był zaskoczony, ale też autentycznie uradowany. Natychmiast pozbyłem się resztek wątpliwości co do faktu, czy postąpiłem słusznie. Dziadek zapewnił mnie, że mi kiedyś to odda, czym jeszcze bardziej zjednał moją sympatię.
Tak rozeszły się nasze drogi i nigdy więcej się nie skrzyżują...
Dziś rano przeczytałem w gazecie informację o śmierci bezdomnego w pokoju jakiegoś taniego hotelu. Wszyscy zastanawiali się skąd miał pieniądze na jego wynajęcie. Pisali, że znaleźli go wykąpanego, uczesanego, aż znajomi z ulicy nie poznali go na pierwszy rzut oka, gdy zostali sprowadzeni, aby ustalić tożsamość zmarłego. Przyczyną śmierci była jakaś przewlekła choroba. Było zdjęcie. Poznałem go.
Z pewnością przynajmniej w momencie śmierci przez chwilę czuł się jak człowiek...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
Uczeń przerósł mistrza.
Manipulujesz ludźmi lepiej ode mnie ;O
Napiszesz kiedyś książkę?
Pierwsze wydanie sobie rezerwuje, jak coś. Z autografem. I dedykacją.
^^
Prześlij komentarz
Prześlij komentarz