Nielicho się zdziwiłem, zastając wczoraj wieczorem wepchniętą w drzwi kopertę zawierającą wezwanie do Centrali w trybie pilnym. Zlecenia od jakiegoś czasu otrzymywaliśmy telefonicznie, ani chybi była to więc jakaś grubsza sprawa. Może coś spieprzyłem, a może dadzą mi jakiegoś "młodego" do obserwacji?
"W trybie pilnym" oznacza ni mniej, ni więcej, tylko następnego dnia o 6 rano. Złamałem więc swój zwyczajowy tryb chodzenia spać o 4 i wstawania o 13. Wprawdzie wiele wcześniej pójść spać mi się nie udało, natomiast sukces we wcześniejszym wstawaniu musiał nastąpić i nastąpił. Jadąc autobusem o godzinie 5:20, nie mogłem się nadziwić, że tyle ludzi jeździ o tej porze do pracy. Chce im się?
Aparat autoryzujący, po rozpoznaniu mnie i wpisaniu numeru wezwania, skierował mnie do sali 486. Nigdy tam wcześniej nie byłem i z każdym pokonanym schodkiem w drodze na trzecie piętro, niepokój we mnie wzrastał. Ale w pokoju powitał mnie ten sam Walken, co prawie zawsze, gdy mnie wzywano do czego innego, niż sprawy biurokratyczne.
- Siadaj - szerokim gestem wskazał na fotel. Usiadłem. - Widzisz, przyglądaliśmy się twoim raportom od jakiegoś czasu. Również tobie samemu się przyglądaliśmy, choć mogłeś tego nie odczuć - odczułem, acz myślałem, że to standardowa procedura - i doszliśmy do pewnych wniosków...
No, to mnie wywalą. Koniec. Wątpię, czy teraz znajdę jakąś inną pracę, która będzie mi dawała jakąkolwiek satysfakcje. Choć może nie będę musiał. Czasem opuszczenie szeregów "firmy" odbywa się przez strzał z przyłożenia w tył głowy...
- Jakie to wnioski? - spytałem beznamiętnym tonem, ćwiczonym przecież tyle razy.
- Dostajesz trzy miesiące urlopu. Z możliwością przedłużenia, jeśli będziesz chciał. Jednak musisz wziąć pod uwagę, że o ile za pierwsze trzy miesiące będziesz otrzymywał wypłatę w wysokości 90% miesięcznej pensji uśrednionej na podstawie ostatniego roku, to za kolejne będzie to już tylko 40%. Tak więc... - urwał widząc moją zaskoczoną minę. - Coś nie tak?
- Nie - zaśmiałem się. Napięcie uszło, trzeba było odreagować choćby tym głupkowatym śmiechem. Nad tym jeszcze nie nauczyłem się panować. - Zastanawiam się co takiego się stało. Zwykle urlopy dostaje się po 10 latach.
- Fakt, ty masz za sobą dopiero 4. Ale przyjrzeliśmy się robocie, którą wykonałeś, przeanalizowaliśmy obciążenie psychiczne z tym związane, przeliczyliśmy wszystko... Jesteśmy elastyczni - ukazał szereg białych zębów w iście amerykańskim stylu, nie ujawniając dziąseł.
Dalej podpisałem kilka papierków, uścisnąłem dłoń Walkenowi życzącemu mi powodzenia i wyszedłem z Centrali. Świat zdawał się być w zupełnie innej tonacji kolorystycznej nie tylko dlatego, że w międzyczasie wzeszło już słońce, ale chyba głównie przez zmianę perspektywy patrzącego. "Ech, teraz będę musiał coś zrobić z tym czasem" - spróbowałem zdusić narastający w sobie optymizm. Nieskutecznie. Wróciłem do domu z głową pełną najrozmaitszych planów...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O mnie
Jestem osobą, której zapewne nie chciałbyś spotkać, na temat której masz wiele stereotypów, których nie mam zamiaru obalać, bo w każdym z nich coś jest.
0 komentarze:
Prześlij komentarz