Dlaczego wciąż kłamiemy, nawet gdy nie musimy? Dlaczego w prostej opowieści co działo się wczoraj wieczorem musimy dodać kilka zmyślonych szczegółów? Sam robię to bezustannie - rodzina nie może się dowiedzieć, co robię. Bezustanne lawirowanie pomiędzy półprawdą a całkowitym fałszem jest wymuszona koniecznością. Dlaczego jednak kłamię nawet wtedy, gdy nie muszę?
Odpowiedź jest tak prosta, że gdybym jej nie wyczytał, nie wpadłbym...
Mówiąc prawdę, dokonujemy zwykłego, nudnego i nie-nie-wnoszącego odtworzenia. Kłamiąc tworzymy. Na krótką chwilę możemy poczuć się jak artysta kończący swe ulubione dzieło, jak kompozytor wykańczający uwerturę. Voila. Oto wykreowana przez nas rzeczywistość, którą oddajemy w ręce odbiorców. Przyjmie się czy nie?
I dlatego zawsze znajdujemy się o 150 m bliżej zdarzenia, a w wypadku rannych zostało dwa razy więcej osób. Podkreślenie wagi, naszego udziału, wzbudzanie zazdrości...
W kłamstwie bywamy nawet bardziej prawdziwi niż w prawdzie. Nie odtwarzamy, przemycamy nasze pragnienia, nasze frustracje, marzenia. Tyle że kłamstwa należy nauczyć się czytać, zamiast bezmyślnie odrzucać. Źródło wiedzy o człowieku stoi otworem, a my często tylko potrafimy się oburzać słowami "przesadza" czy "ale wymyśla".
Marnowanie okazji - choroba społeczeństwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O mnie
Jestem osobą, której zapewne nie chciałbyś spotkać, na temat której masz wiele stereotypów, których nie mam zamiaru obalać, bo w każdym z nich coś jest.
1 komentarze:
Nie rozumiem marnowania okazji...
A z ta prawda, to prawda jest taka - życie jest zbyt szare, wiec trzeba ubarwiać.
Prześlij komentarz